11 października 2009
Zamiast skorzystać z usług PKS, po raz kolejny próbuję zaryzykować kupno biletu kolejowego na pociąg relacji Bydgoszcz - Słupsk. Konkretnie (jak pokazuje internetowa wyszukiwarka połączeń) są to dwa pociągi, a więc jedna przesiadka. Najpierw pociąg osobowy z Bydgoszczy do Piły, potem zaś osławione InterRegio z Piły do Słupska (rel. Poznań - Słupsk). Postanowiłem kupić bilet w kasie PKP Przewozy Regionalne, gdyż to właśnie pociągami tej firmy będę podróżował. W sumie wybór logiczny, bo (o ja głupi!) wydawało mi się, ze w tej kasie kupię bilet najszybciej i bez problemu. Szybko zorientowałem się, że zadanie sprzedaży biletu jest dla pani w kasie tak samo oczywiste jak filozofia Kanta. Już z samą przesiadką był problem (pani nie wiedziała jak wbić to w komputer), a gdy okazało się, że to jeszcze "jakiś" InterRegio (prawie pół roku po utworzeniu marki przez PKP PR) weszliśmy już w krąg paranoi. Po 5 minutach ekipa w składzie dwie kasjerki zdołała mi sprzedać bilet, ale... niestety zły. IR wg pań w kasie miał jechać przez Słosinko. Kolejne parę minut i miałem upragniony bilet! Jest!, tak!, oto on!
W Pile poczyniłem pewną ciekawą obserwację (mając 40 minut na przesiadkę). Jak wiadomo niektórym, od 1 września 2009 r. PKP Intercity (drugi człon nazwy mający kojarzyć firmę z podobną marką istniejącą na zachodzie to rzecz jasna taki żart marketingowców, natomiast pierwsze trzy litery to jest właściwa nazwa, mająca uzasadnić długą na polskich torach tradycję zamykania i cięcia kolejowych połączeń) zmieniało trasy przejazdów pociągu "Gwarek" na Katowice - Kołobrzeg z istniejącego do tej pory Katowice - Słupsk i "Słowińca" Przemyśl - Kołobrzeg z istniejącego do końca sierpnia Przemyśl - Słupsk. Tym samym pociąg ten przestał obsługiwać dwa 100. tysięczne miasta (Koszalin, Słupsk), za to obsługuje prawie martwy poza sezonem Kołobrzeg, podobnie jak kilka innych pociągów pospiesznych. Podobno skrócenie było dlatego, że od Słupska do Białogardu (via Koszalin) mało kto tym jeździł (a to ciekawe, bo zawsze jak jeździłem, to często gęsto w Koszalinie nie było już gdzie usiąść). No. W każdym razie w 7 wagonowym składzie Słowińca doliczyłem się 80-paru osób, podczas gdy np w lutym 2009 był taki moment, że jeszcze do Szczecinka stałem na korytarzu. Wobec tego chciałem serdecznie pogratulować PKP IC doskonałego posunięcia marketingowego.
Obok zdjęcie pasażerów wysiadających ze Słowińca i puste przedziały.
Nawiasem mówiąc; chodzą słuchy, że "Słowiniec" ma znowu dojeżdżać do Słupska, a nawet do Gdyni (czyżby nawet PKP zrozumiało swój błąd?). Bardzo jestem ciekawy tego karkołomnego pomysłu, który zakłada, że mieszkańcy Trójmiasta do Wielkopolski, na Śląsk i do Małopolski będą jeździć przez Pomorze Środkowe. A może nie będą jeździć i problem dla PKP sam się rozwiąże?
Druga obserwacja z Piły: pociąg osobowy Koszalin - Poznań. Ludzie ledwo mieszczą się w środku. Upchani jak bydło. Za tydzień będzie jeszcze lepiej, ale o tym później.
Wracając do tematu: IR w końcu się doczekałem (tylko parę minut opóźnienia), w środku (niedziela) wszystkie miejsca siedzące zajęte i tak było w zasadzie do Koszalina. Komfort podróży żenujący (ale ponoć dzień wcześniej było jeszcze lepiej, bo jak powiedział mi kolega z pracy EN 57 miał coś nie tak z podwoziem i w środku ludzie byli miotani jak świnie jadące na ubój), przy czym oczywiście pociąg nie daję sobie rady z wyśrubowanym rozkładem jazdy (co potwierdził mi jeden ze znajomych, który ma jakieś tam kontakty z kolejarzami) i spóźnił się 5 minut na stację końcową, gdzie też opuściłem to jestestwo. Spóźnia się z resztą prawie codziennie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz