Zacznę może od tego, że na forum gp24.pl ktoś pod wątkiem dotyczącym kolei napisał, że nazwa PKP to wstyd dla całego kraju. Bo zawiera nazwę Polska i państwo. Napisał, że obraża i jedno i drugie. Ja dodam od siebie, że słowo "kolej" też obraża. Ale tak to już jest: wszędzie na świecie robi się wino z winogron, u nas z jabłek. Jabole to też wino.
Do 13 grudnia nie było wiadomo o co chodzi z nowym rozkładem, a w dniu jego wejścia od razu wprowadzono poprawki do niego samego. Kolej trawi HIV w zaawansowanej postaci: to jedyne wytłumaczenie tego faktu.
Po dziś dzień przez internetową wyszukiwarkę połączeń nie idzie sprawdzić ceny biletów. No chyba, że chcemy poznać ceny nieaktualne - to bardzo dziwna specyfika tego systemu. Dla każdego z połączeń TLK wyświetla się komunikat, że cena = podstawa + miejscówka, mimo, że wcale nie trzeba jej wykupować. A do tego przyjemna informacja, że w specjalnych warunkach miejscówka może kosztować nawet 25 złotych. Tydzień po wdrożeniu nowego rozkładu i zastąpieniu pospiesznych przez TLK nic się nie zmieniło - dalej ceny są z kosmosu. Nie słyszałem o tym, żeby przewoźnik PKP Intercity skarżył się na to, że firma obsługująca portal z rozkładem (też rodem z PKP) wprowadza ludzi w błąd. Podejrzewam, że straty z tego tytułu dla PKP IC idą w tej chwili w setki tysięcy złotych, ale co tam. Polska. Że też tu się urodziła Szymborska i Miłosz (ale z drugiej strony również wampir z Bytomia i miliony dresiarzy).

Jakie są wrażenia pasażerów odnośnie TLK? Ano takie: ostatnio koleżanka szukała w internecie połączenia z Torunia do Bydgoszczy i olała wszystkie TLK, bo jej zdaniem były drogie i wybrała InterRegio o którym wie, że jest tanie. O tym, że TLK, to tak naprawdę nowa nazwa starych pospiesznych nie wiedziała. Z relacji innych osób na forach wiem, że podobnie zareagowała masa podróżnych, tym bardziej, że InterRegio powiększyło listę pociągów i przejęło nazwy po pociągach pospiesznych. Oczywiście informacji o zmianach "pospieszny -> TLK" nie znalazła się na polskich dworcach w ogóle (sprawdziłem w przeddzień zmiany RJ w Słupsku, Gdańsku, Gdyni, Bydgoszczy). Skala kompromitacji PKP IC jest zupełna.
Pasażerowie nie kumają o co chodzi (chyba już tylko potencjalni pasażerowie), ale jak się okazuje, kolejarze również. Idźcie sobie na dworzec np. w Słupsku i pojedźcie potem do Lęborka, a okaże się, że jeden i ten sam pociąg jest zapowiadany na dwa zgoła inne sposoby. Do tego dochodzą jeszcze takie kwiatki, jak np. fakt odmowy informowania o pociągach PKP IC w informacjach kolejowych, bo okienko jest obsługiwane przez Przewozy Regionalne (tak było w Krakowie Głównym). Słupsk już nie ma tego problemu, bo od 1 grudnia zlikwidowano tu informację w ogóle.
Siedząc w pracy dochodzą do mnie coraz bardziej zatrważające sygnały z polskich torów. O czym ludzie piszą? A no ostatnio przede wszystkim pełne wkurwu maile na Przewozy Regionalne, (którym w przyszłym roku wybije rocznica, jak to 50 lat puszczają na tory kolejki elektryczne EN57), które w trasy nawet po 320 kilometrów puszczają złom. W dodatku złom ten jest nieogrzewany częstokroć, co kończy się temperaturą w składzie dochodzącą do -11 stopni C, gdy na dworze jest tyle samo. Skąd te dane? Otóż jeden z pasażerów wziął ze sobą do składu termometr podobno. Takich maili już było kilka od "ataku zimy", która jak zwykle "zaskoczyła kolejarzy". Przestałem się śmiać jak przeczytałem plastyczny obraz płaczu kilkuletniego dziecka w wózku na mrozie w złomie. Taka dygresja: jak się z rodzicami rozbiłem żukiem w podobnym wieku, to za nic nie wsiadłem do samochodu przez kilka lat. Co na to PR? Jeden z wysoko postawionych kolejarzy z Gdyni powiedział, że ogrzewanie działało, ale przez dziury w pociągu i tak mróz leciał, bo jak EN57 rozpędzi się do 100 km/h, to wali do niego mróz sprytny przez wszelkie dziury wyżłobione przez rdzawe jestestwo. Tak. Tak powiedział. Komentować?
Co jeszcze fajnego? Ano na przykład to, że po dwóch miesiącach skończyła się budowa wiaduktu nad obwodnicą Słupska w Widzinie i pociągi osobowe do Szczecinka i Miastka mogły już pojechać bez zastępczej komunikacji autobusowej. O ile mnie pamięć nie myli taka sytuacja trwała jakieś 5 dni, po czym w chwili obecnej zabrano się za następny wiadukt pod Miastkiem, gdzie na odcinku Kępice-Miastko jeździ teraz autobus. O warunkach podróży tym nieogrzewanym przeważnie pojazdem, gdzie rządzi pan Rychu z petem w gębie trzeba parę słów napisać. Ech, ta zabójcza podróż po ciasnych dróżkach z prędkością światła, gdzie serce staje w przełyku. Jadąc ostatnim kursem jeszcze poprzedniego razu (Korzybie - Słupsk) do stacji Słupsk dojechaliśmy jakieś 15 minut przed planowanym przyjazdem, bo Rychowi się gdzieś spieszyło i po drodze na krajowej "6" brał tiry. Ogrzewania pan kierman nie włączał.
A zdaje się, że coś jeszcze wspomnieć miałem, jak to z Gdańska Oliwy do Bydgoszczy torpedą żółto-niebieską jechałem? Ano pociąg się zatrzymał przed Tczewem i stał tam ze 30 minut. Fajna sprawa tak się zatrzymać w polu. Tak zdarza się częściej i w rozkładzie rzecz jasna nie jest to ujęte. No ale przecież remont jest! Trzeba się poświęcić!
Zbliżam się już ku końcowi, bo trzeba na koniec tygodnia dać ciału odrobinę odprężenia. Ale jeszcze może napiszę o tym, że jest podwyżka w osobówkach (o przepraszam, teraz to się REGIO nazywa) i za tę samą przyjemność cofnięcia się do czasów późnego Gomułki zapłacimy więcej, choć tylko o kilka procent w stosunku do tego co było (ukłon w stronę miłośników muzeum techniki). Może też jeszcze o tym, że bilety w automatach biletowych mają być tańsze od tych kupowanych w kasach, tylko, że automatu jeszcze nikt nie widział? A może o tym, że we Wrocławiu pod "nagłym atakiem mrozu" pękł filar wiaduktu, który był 3 dni po generalnym remoncie, paraliżując w ten sposób komunikację kolejową na 30% planety Polska?
Na koniec polecam lekturę: O tym, jak PLK źle obliczył długość peronu i dzięki temu pociągi niektóre się nie mogą zatrzymywać, bo ktoś po głębszym odwalił swoją robotę.
JEST super