Nie było mnie w Polsce ponad tydzień od 6.V do 14.V. W tym czasie wojna między spółeczkami kolejowymi i długi, jakie Przewozy Regionalne mają u właścicieli torów, czyli PLK (tu małe przypomnienie: stawki za dostęp do torów, które w większości nie nadają się nawet na to by z nich zrobić podporę do działkowej altany, są jedne z najwyższych w Europie) spowodowały, że na trasę nie wyjechało 48 popularnych, bo tanich, pociągów InterRegio. Dotknęło to także Słupsk, bo nie wyjechał IR Słowiniec i IR Albatros, który z resztą nie jeździ po dziś dzień. Standard tych składów urągał nazywaniu ich pociągami, były jednak konkurencją dla PKP IC i ich niewiele lepszych, ale znacznie droższych TLK (dawne pospieszne).
Parę tygodni wcześniej pekapowska ekipa z PKP IC wymyśliła, że obniży ceny miejscówek na swoje najdroższe pociągi, czyli EIC. Pomysł świetny. Tylko przyklasnąć. Przynajmniej takie nastroje były w internecie po przeczytaniu oficjalnego komunikatu na stronie internetowej intercity.pl. Coś mi tu jednak nie grało. Jak to, jakaś pozytywna zmiana na kolei pekapowskiej?
Oczywiście miałem rację - to niemożliwe. O co chodzi? A no o to, że spadły ceny miejscówek, ale równocześnie poszły w górę ceny samych biletów. Wniosek: bilety są dokładnie tak samo drogie jak były.
Jeszcze o cenach biletów naszej polskiej, narodowej chluby, jaką jest niewątpliwie cała wąsata PKP. Już od dawna było dla mnie niezrozumiałe, jak to możliwe, że bilet na pociąg, który na zachodzie byłby hitem może w latach 60-tych, kosztuje tak dużo. Z całą mocą doszło do mnie to podczas mojego pobytu w Portugalii, z której wróciłem parę dni temu. Zważywszy, że w Portugalii średnia płaca jest prawie dwa razy wyższa niż w Polsce, przeżyłem szok.
Oto porównanie:
Pociąg EIC rel. Gdańsk Gł. - Warszawa Centralna 329 kilometrów w czasie 5h. 13 min. =101 zł.
Pociąg InterCidades rel. Lizbona - Porto Campanha 314 kilometrów w czasie 3h. cena = 20 euro, czyli około 80 złotych zważając na obecny kurs euro.
Lokomotywa prowadząca skład jednego z Intercidades. Prędkość maksymalna do 200km/h i ten pociąg tyle jedzie
Standard podróży wymienionymi pociągami jest na korzyść podobno kolei "chorego człowieka Europy", czyli (bo się jeszcze ktoś pomyli), w Portugalii. W Polsce nikt nie myśli o tym, że skoro linie się remontuje i czas podróży się wydłuża, to może by tak ceny poszły w dół, żeby ludzi przyciągnąć do usługi. Biorąc pod uwagę poziom zarobków, standard usług i wszystkie inne czynniki, mamy prawdopodobnie najbardziej pazerną na pieniądze kolej na świecie, która nie liczy się z nikim i niczym. Z czegoś trzeba przecież utrzymywać te tysiące kolejowych darmozjadów (dobrzy kolejarze nie pogniewają się na taki opis sytuacji, wszak powinni mieć podobne zdanie o funkcjonowaniu trupa pod nazwą PKP jak pasażerowie.
Pozdrowienia z Portugalii. Alfa Pendular i 220 km/h V.max. U nas też takie miały być.
Co jeszcze stało się podczas mojej nieobecności w kraju? Przestał jeździć przez Słupsk pociąg EIC Słupia ze względów ekonomicznych (podobno). Kawał jest tego typu, że odwołano go nawet tam, gdzie był pełny, czyli między Trójmiastem a Warszawą. U nas też jeździł kiedyś całkiem nieźle napełniony. Do czasu, kiedy ceny za bilet przy tym czasie jazdy nie zaczęły przypominać kpiny. Ale nawet mimo tego, że wiele osób (nawet u mnie w pracy) wyrażało chęć jazdy tym pociągiem, to niestety terminy ich spotkań służbowych jakoś nie chciały się pogodzić z życzeniem wszechwładnego molocha, aby ludzie do Warszawy jeździli w soboty i poniedziałki, bo tylko wtedy toto jeździło. Oczywiście nie podejmowano żadnych działań aby zachęcić ludzi do jeżdżenia tym pociągiem (promocje, obniżki cen, cokolwiek...). Panowie władający tworem pod nazwą PKP IC już dawno dokopali się do jądra głupoty. A słupski PKS już zaciera rączki i podnosi ceny (i tak taniej niż na kolei, a czas jazdy podobny, więc mogą sobie na to pozwolić). W zasadzie jedyny sensowny sposób, aby dotrzeć na rano do Warszawy to w tej chwili wyłącznie autobus. Podobnie jest w Koszalinie.
Ale to nie koniec.
1 czerwca wyleci z rozkładu przynajmniej kilkanaście pociągów TLK, a może i więcej. Nie są to bynajmniej pociągi, które wożą powietrze. O tak po prostu, z różnych przyczyn wylecą. Na przykład dlatego, że jest mało wagonów, bo część została odstawiona na tereny PKP i przed nikim nie chroniona została zdewastowana przez meneli (czytaj TU), albo z takich, że na linie, które nie są zelektryfikowane, trzeba pożyczać lokomotywy od PKP Cargo, a to "się nie opłaca". Nie sądzę, aby ktoś w ogóle liczył pasażerów w pociągach, które pójdą do likwidacji. Na ile dni wcześniej pasażerowie dowiedzą się o tym, że nie pojedzie ich pociąg? Rzecznik PKP Intercity bez zażenowania mówi, że stanie się to na 7 dni przed ich wypieprzeniem z rozkładu. Polska, taka kraja w środka Europa. Wszyscy w domu zdrowie.
Sposób w jaki najgorsza kolej Europy traktuje swoich klientów już od dawna woła o apelację u Ojca Świętego. Powiedzcie, czy kiedykolwiek udało się Wam (poza Warszawą) spotkać kasę biletową z obsługą w języku angielskim? A może chociaż (poza Warszawą) automat do sprzedaży biletów z językiem angielskim do obsługi tegoż?
Ot, ja na przykład próbowałem kupić bilet na pociąg osobowy z Bydgoszczy do Piły i dalej TLK ze zniżką 26 (jest takie coś, co pozwala osobom nie będącym studentom płacić za bilety do 26 roku życia 26% mniej, to jedna z fajnych ofert, która się ostała) do Słupska. Byłoby dziwne, gdyby pani sprzedała mi bilet właściwy. Po raz kolejny pomyliła relację. Na cud zakrawa fakt, że kobiety w kasach w Słupsku po dwóch latach od istnienia oferty, potrafią już sprzedać Regio Karnet. Ale z kolei konduktorzy w pociągach wciąż nie wiedzą co to jest.
To i tak wszystko jest zaledwie dziecięca zabawa przy możliwościach, jakie ma piździszewicka kolejka prasłowiańska. Ot na przykład jakieś dwa tygodnie temu kolega opowiadał, jak to jechał TLK z Wrocławia do Szczecina i pan konduktor zapraszał do swojego przedziału pasażerów, gdzie sprzedawał im bilet w ofercie "daj do łapy, to pojedziesz połowę taniej". Mi z kolei wielokrotnie zdarzała się sytuacja (głównie na linii Piła Gł. - Bydgoszcz i z powrotem), kiedy konduktor (to z kolei niemal równie zasłużona w uszczęśliwianiu ludzi spółka Przewozy Regionalne) w ogóle nie sprawdzał biletów, bądź pozwalał za darmo podróżować swoim znajomym.
Nie ma co się oszukiwać: polska kolej to obszczany i obsrany dworzec w Gdańsku Wrzeszczu (chyba nawet tabory słowackich cyganów wyglądają lepiej), to kibel pociągu TLK, którym jechałem w nocy z piątku na sobotę (z 14 na 15 maja), a w którym to było na oko jakieś 4 centymetry wody w podłodze, z dachu leciał deszcz kiblanej wody (zbiornik jakiś pękł - nie może być...). To też harcerze, którzy wyczyścili jeden z dworców na południu polski, a potem dostali za to zjeby od PKP (o tutaj więcej) Ludzie w kraju nad Wisłą bardzo lubią kolej, nienawidzą za to szczerze całego PKP.
Dlaczego tak jest? Przytoczę cytat z wypowiedzi v-ce ministra infrastruktury odpowiedzialnego za kolei (który chyba z resztą jej nienawidzi), która chyba wszystko wyjaśnia. To nie jest kawał. Ten facet mówi to poważnie.
"Uważam, że sieć ta - choć zmniejszyła się w ciągu 20 lat o 5 tys. km - jest ciągle za duża w stosunku do potrzeb. PKP PLK ponosi koszty utrzymania 19 tys. km sieci, podczas gdy ok. 90 proc. pracy przewozowej jest realizowana na 14 tys. km. To oznacza, że 5 tys. km jest słabo obciążonych i należałoby przestać je użytkować."(za wnp.pl)
I jeszcze sytuacja, w której ten sam człowiek w zasadzie chwali pomysł uwalenia wielu pociągów, bo "jest kryzys", zamiast szukać innych rozwiązań (ludzie odeszli od kolei, bo nie ma już wspólnych tańszych biletów pomiędzy spółeczkami i podrożały one jednocześnie bardzo, a standard podróży wciąż taki sam jak 30 lat temu)
"Należy też zauważyć, że w 2009 r. nastąpił spadek liczby przewiezionych pasażerów w stosunku do 2008 r. o około 10 mln osób, co jest poważnym ograniczeniem popytowym i ma niewątpliwie związek z ogólnym kryzysem gospodarczym. 10 mln – to jest bardzo duża liczba pasażerów po stronie popytowej, spadek. Na ten spadek przewoźnicy kolejowi powinni generalnie zareagować zmniejszeniem podaży, odwołaniem pociągów czy skróceniem ich składów, i tak zresztą uczyniła spółka PKP InterCity. W roku bieżącym na przykład ograniczyła swoją ofertę w I kwartale 2010 r. w stosunku do końca 2009 r. o 47 pociągów, a łącznie w stosunku do 2008 r. o 88 pociągów."(źródło: orka2.sejm.gov.pl)
Osobiście jestem przekonany, że dopóki kolej będzie się równała PKP, możemy powoli oswajać się z myślą, że to koniec tego środka lokomocji w tym kraju. I na nic zdadzą się pomysły z wariatkowa wzięte (przy tym stanie linii lokalnych), budowy jakiejś tam szybkiej kolei. Wszystkich tym, którzy mają cień wiary w molocha-trumienkę PKP, polecam przejażdżkę dowolnym pociągiem Arrivy, kursującej w województwie Kujawsko-Pomorskim.
A tak w ogóle, za dwa lata mamy Euro 2012. Ale będzie wstyd.
Na koniec optymistyczny akcent: kilkanaście tygodni temu opisywałem sytuację, w której Przewozy Regionalne zostawiły nas w polu. Wszyscy do tego uprawnieni dostali zwrot kasy za tę niedokończoną podróż.