Zamiast podsumowania roku, mam dla Was kilka nowinek z życia wziętych. To tylko trzy moje zderzenia z koleją w grudniu, wszystkie są tragiczne w skutkach. Ale spoko, kiedyś walnę na zawał i przestanę pisać. Albo zamarznę w EN57. Będzie spokój.
Przyznaję się, że ostatnio po tyłku dostaje się ode mnie PKP Intercity i ich prześwietnemu produktowi pod tytułem "TLK" (ostatnio okazało się, że oznacza to jednak Twoje Linie Kolejowe, a nie Tanie Linie Kolejowe. Ale możliwe jest też, że samo PKP nie wie jak to się nazywa. W każdym razie nie są ani moje, ani tym bardziej tanie. Są Trupio-nędzne). Ostatnio jednak dwukrotnie udało mi się dojechać na miejsce TLK-ką z jakimś w miarę niewielkim opóźnieniem, ale za to z działającym ogrzewaniem nawet (jak się zapchało szpary w szybach papierem toaletowym z kibla, to już w ogóle luksus), także dzisiaj o innej kolejowej spółeczce, która frontem (okopy pod Verdun?) staje do klienta. Nazywa się to Przewozy Regionalne i dzisiaj pochwaliło się, że w wigilię odwołało tylko 41 pociągów w całym kraju. Sukces.
Jazda 19 grudnia, rel. Bydgoszcz Gł. do Słupska przez Chojnice. W miarę normalnie było do Chojnic (chociaż po drodze była przesiadka w Wierzchucinie, której w internetowym rozkładzie nikt nie odnotował), dokąd jedzie się prywatną koleją Arriva PCC. No... prawie normalnie, bo kurs Wierzchucin - Chojnice obsługiwał szynobus z PESY z "wygodnymi inaczej" siedzeniami. Ale książkę czytałem o wojnie rosyjsko-japońskiej i może to mnie jakoś na duchu podnosiło, że tam to wtedy gorzej mieli...
W Chojnicach czekało już na mnie najgorsze, czyli potwór SN81.

Błagałem Najwyższego, żeby zabrał to jak najdalej ode mnie, że może jednak nie dzisiaj, że ktoś inny przyjmie ten krzyż na siebie. Pan wysłuchał moich próśb - po wejściu do pustego pojazdu (nie było nikogo z obsługi, papiery i utarg leżał sobie na fotelu obok mnie) za chwilę przyszedł Pan kolejarz i powiedział, że na dzisiaj to już to nigdzie nie pojedzie i żebyśmy wyszli i czekali na coś w zamian. Jego mina, gdy to mówił, nie wyrażała zdziwienia - psuje się to podobno parę razy w tygodniu.
Wygodne wnętrze SN81

Tak więc jest nieźle, bo jazda SN81 przy plus 2, to było przeżycie ekstremalne, ale przy -12, to już raczej słaby żart.
Problem polegał na tym, że ja w Szczecinku miałem mieć tylko 6 minut na przesiadkę, a po 6 minutach zastępcze "coś" jeszcze nie przyjechało. Ostatecznie zziębniętych pasażerów zabrał duński szynobus pożyczony przez Przewozy Regionalne, tyle, że przy dojeździe do Szczecinka było już +25 minut. Zgłosiłem chęć przesiadki w Szcz., na co po chwili przyszła do mnie zadowolona konduktorka z tekstem: "na szczęście tamten też jest spóźniony". Aha. To git.
"Tamten", "ten", "to" - to było dobre określenie tego, co czekało na mnie w Szczecinku (regio rel. Poznań - Słupsk). Znalezienie odpowiedniego wejście nie było łatwe - połowa drzwi zablokowana, z karteczkami "drzwi nieczynne", w środku temperatura bliska tej panującej na zewnątrz. Szyby oblodzone, przedsionki całe w śniegu, a drzwi pomiędzy przedziałami się nie domykają. Ale najlepsze były i tak zajebiste plastikowe siedzenia (przejechanie trasy trwa w teorii 5 godzin i 30 minut). Co 30 minut wstawałem pochodzić wzdłuż pociągu, żeby nie zamarznąć. W końcu 40 minut po czasie dojechaliśmy do Słupska i ludzie w popłochu uciekli z tego jeżdżącego pomnika gomułkowskiej techniki.


Co na to dyrektor Labuda? Ano, że "zdarza się". CZYTAJ TU.
Dwa dni później Kinga wracała z BDG do SLU. Sytuacja jeszcze lepsza. Już w BDG regio do Piły miał 25 minut opóźnienia, które później tylko rosło. Ale w konsekwencji i tak nie miało to znaczenia, bo pociąg, którym miała z Piły dojechać do Szczecinka (regio Poznań - Kołobrzeg) w ogóle nie dotarł. Po 1,5 godziny dotarł do Piły regio w kierunku Słupska i po kilku postojach po drodze udało się jej dotrzeć do Słupska już 3 godziny po czasie. Co się stało z ludźmi chcącymi dotrzeć do Kołobrzegu? Nie wiadomo.
No i przypadek z 25 grudnia. Pociąg regio Słupsk - Szczecin dał radę dojechać do Sławna i tylko dwa razy zdążył popsuć się w Reblinie po drodze (co się działo dalej, nie wiem). Z powrotem natomiast nie udało się już wrócić, bo osobówka po 16:30 miała tylko 90 minut opóźnienia (podobno lód na trakcji, ale ja nie wierzę...). Oddaliśmy bilety (nie było problemu o dziwo) i do Słupska wróciliśmy samochodem znajomego.
Po tych kilku przypadkach mam dość kolei na jakiś czas, chyba, że będę musiał. Może poczekać aż zakończy się ta "mordercza" zima?
Na koniec news: od 1 grudnia wzrastają ceny za bilety we wszystkich spółkach. Tylko studenci zapłacą od nowego roku 49 % ceny biletu. Szkoda, że sobie dłużej nie postudiowałem. Z drugiej strony - furmaną wygodniej.
Pozdrawiam i szczęśliwego nowego roku.