sobota, 19 grudnia 2009

Never Ending Story pikejpi

19 grudnia - Witam po dłuższej przerwie. Ilość cudownych informacji pochodzących z szyn tak mnie przytłoczyła, że ledwo się pozbierałem i dzisiaj coś dopiszę. Będzie też parę rzeczy doświadczonych na własnej skórze. Lekturę polecam silnym psychicznie ludziom.

Zacznę może od tego, że na forum gp24.pl ktoś pod wątkiem dotyczącym kolei napisał, że nazwa PKP to wstyd dla całego kraju. Bo zawiera nazwę Polska i państwo. Napisał, że obraża i jedno i drugie. Ja dodam od siebie, że słowo "kolej" też obraża. Ale tak to już jest: wszędzie na świecie robi się wino z winogron, u nas z jabłek. Jabole to też wino.

Do 13 grudnia nie było wiadomo o co chodzi z nowym rozkładem, a w dniu jego wejścia od razu wprowadzono poprawki do niego samego. Kolej trawi HIV w zaawansowanej postaci: to jedyne wytłumaczenie tego faktu.

Po dziś dzień przez internetową wyszukiwarkę połączeń nie idzie sprawdzić ceny biletów. No chyba, że chcemy poznać ceny nieaktualne - to bardzo dziwna specyfika tego systemu. Dla każdego z połączeń TLK wyświetla się komunikat, że cena = podstawa + miejscówka, mimo, że wcale nie trzeba jej wykupować. A do tego przyjemna informacja, że w specjalnych warunkach miejscówka może kosztować nawet 25 złotych. Tydzień po wdrożeniu nowego rozkładu i zastąpieniu pospiesznych przez TLK nic się nie zmieniło - dalej ceny są z kosmosu. Nie słyszałem o tym, żeby przewoźnik PKP Intercity skarżył się na to, że firma obsługująca portal z rozkładem (też rodem z PKP) wprowadza ludzi w błąd. Podejrzewam, że straty z tego tytułu dla PKP IC idą w tej chwili w setki tysięcy złotych, ale co tam. Polska. Że też tu się urodziła Szymborska i Miłosz (ale z drugiej strony również wampir z Bytomia i miliony dresiarzy).



Jakie są wrażenia pasażerów odnośnie TLK? Ano takie: ostatnio koleżanka szukała w internecie połączenia z Torunia do Bydgoszczy i olała wszystkie TLK, bo jej zdaniem były drogie i wybrała InterRegio o którym wie, że jest tanie. O tym, że TLK, to tak naprawdę nowa nazwa starych pospiesznych nie wiedziała. Z relacji innych osób na forach wiem, że podobnie zareagowała masa podróżnych, tym bardziej, że InterRegio powiększyło listę pociągów i przejęło nazwy po pociągach pospiesznych. Oczywiście informacji o zmianach "pospieszny -> TLK" nie znalazła się na polskich dworcach w ogóle (sprawdziłem w przeddzień zmiany RJ w Słupsku, Gdańsku, Gdyni, Bydgoszczy). Skala kompromitacji PKP IC jest zupełna.

Pasażerowie nie kumają o co chodzi (chyba już tylko potencjalni pasażerowie), ale jak się okazuje, kolejarze również. Idźcie sobie na dworzec np. w Słupsku i pojedźcie potem do Lęborka, a okaże się, że jeden i ten sam pociąg jest zapowiadany na dwa zgoła inne sposoby. Do tego dochodzą jeszcze takie kwiatki, jak np. fakt odmowy informowania o pociągach PKP IC w informacjach kolejowych, bo okienko jest obsługiwane przez Przewozy Regionalne (tak było w Krakowie Głównym). Słupsk już nie ma tego problemu, bo od 1 grudnia zlikwidowano tu informację w ogóle.

Siedząc w pracy dochodzą do mnie coraz bardziej zatrważające sygnały z polskich torów. O czym ludzie piszą? A no ostatnio przede wszystkim pełne wkurwu maile na Przewozy Regionalne, (którym w przyszłym roku wybije rocznica, jak to 50 lat puszczają na tory kolejki elektryczne EN57), które w trasy nawet po 320 kilometrów puszczają złom. W dodatku złom ten jest nieogrzewany częstokroć, co kończy się temperaturą w składzie dochodzącą do -11 stopni C, gdy na dworze jest tyle samo. Skąd te dane? Otóż jeden z pasażerów wziął ze sobą do składu termometr podobno. Takich maili już było kilka od "ataku zimy", która jak zwykle "zaskoczyła kolejarzy". Przestałem się śmiać jak przeczytałem plastyczny obraz płaczu kilkuletniego dziecka w wózku na mrozie w złomie. Taka dygresja: jak się z rodzicami rozbiłem żukiem w podobnym wieku, to za nic nie wsiadłem do samochodu przez kilka lat. Co na to PR? Jeden z wysoko postawionych kolejarzy z Gdyni powiedział, że ogrzewanie działało, ale przez dziury w pociągu i tak mróz leciał, bo jak EN57 rozpędzi się do 100 km/h, to wali do niego mróz sprytny przez wszelkie dziury wyżłobione przez rdzawe jestestwo. Tak. Tak powiedział. Komentować?

Co jeszcze fajnego? Ano na przykład to, że po dwóch miesiącach skończyła się budowa wiaduktu nad obwodnicą Słupska w Widzinie i pociągi osobowe do Szczecinka i Miastka mogły już pojechać bez zastępczej komunikacji autobusowej. O ile mnie pamięć nie myli taka sytuacja trwała jakieś 5 dni, po czym w chwili obecnej zabrano się za następny wiadukt pod Miastkiem, gdzie na odcinku Kępice-Miastko jeździ teraz autobus. O warunkach podróży tym nieogrzewanym przeważnie pojazdem, gdzie rządzi pan Rychu z petem w gębie trzeba parę słów napisać. Ech, ta zabójcza podróż po ciasnych dróżkach z prędkością światła, gdzie serce staje w przełyku. Jadąc ostatnim kursem jeszcze poprzedniego razu (Korzybie - Słupsk) do stacji Słupsk dojechaliśmy jakieś 15 minut przed planowanym przyjazdem, bo Rychowi się gdzieś spieszyło i po drodze na krajowej "6" brał tiry. Ogrzewania pan kierman nie włączał.

A zdaje się, że coś jeszcze wspomnieć miałem, jak to z Gdańska Oliwy do Bydgoszczy torpedą żółto-niebieską jechałem? Ano pociąg się zatrzymał przed Tczewem i stał tam ze 30 minut. Fajna sprawa tak się zatrzymać w polu. Tak zdarza się częściej i w rozkładzie rzecz jasna nie jest to ujęte. No ale przecież remont jest! Trzeba się poświęcić!

Zbliżam się już ku końcowi, bo trzeba na koniec tygodnia dać ciału odrobinę odprężenia. Ale jeszcze może napiszę o tym, że jest podwyżka w osobówkach (o przepraszam, teraz to się REGIO nazywa) i za tę samą przyjemność cofnięcia się do czasów późnego Gomułki zapłacimy więcej, choć tylko o kilka procent w stosunku do tego co było (ukłon w stronę miłośników muzeum techniki). Może też jeszcze o tym, że bilety w automatach biletowych mają być tańsze od tych kupowanych w kasach, tylko, że automatu jeszcze nikt nie widział? A może o tym, że we Wrocławiu pod "nagłym atakiem mrozu" pękł filar wiaduktu, który był 3 dni po generalnym remoncie, paraliżując w ten sposób komunikację kolejową na 30% planety Polska?

Na koniec polecam lekturę: O tym, jak PLK źle obliczył długość peronu i dzięki temu pociągi niektóre się nie mogą zatrzymywać, bo ktoś po głębszym odwalił swoją robotę.
JEST super

środa, 2 grudnia 2009

PKP - TOTALNA KOMPROMITACJA

Jest 2 grudnia 2009 i radzę wszystkim dobrze tą datę zapamiętać. Codziennie tysiące pasażerów wysiada z pociągu, z postanowieniem "nigdy więcej", podważając tym samym sens istnienia instytucji o nazwie PKP, ale dzisiaj chłopaki strzelili sobie bramkę własnym łbem kopniętym z całym impetem po zabłoconej murawie.

Najpierw cytat:
Od 2 grudnia udostępniamy nowy rozkład jazdy pociągów 2009/2010 wszystkich przewoźników, który wchodzi w życie 13 grudnia. Zapraszamy na stronę nowy.rozklad-pkp.pl. Odpowiadamy w ten sposób na liczne pytania dotyczące nowego rozkładu. Od początku grudnia będzie również możliwość wcześniejszego nabycia biletu na pociągi PKP Intercity kursujące po 13 grudnia 2009.


I najlepsze:
Wszelkie informacje o rozkładzie jazdy pociągów na innych stronach, również stronach zagranicznych kolei, są niepełne i mogą wprowadzać w błąd.


A więc tak: Na początku gromkie brawa dla kolejarzy odpowiedzialnych za ten niezwykły pospiech, który skutkuje możliwością poznania rozkładu jazdy "już" na 11 dni przed początkiem jego obowiązywania! brawo, k...wa, brawo! Z pewnością ludzie czekali z możliwością wzięcia urlopów na np. świąteczne wyjazdy w góry, aż wy swoje cudo udostępnicie. Osły.

Dalej: Na stronie nowy.rozklad-pkp.pl panuje taki burdel, że nie wiadomo o co chodzi. Zamiast symboli jakieś liczby i oznaczenia, pomyłki w zestawieniu wagonów. Na dodatek dziury w rozkładach jazdy w kujawsko-pomorskim i z tego co słyszę również w warmińsko-mazurskim. Na przykład zamiast 8 do Piły wpisane są.. 2, albo dziury na trasie Bydgoszcz - Laskowice - Gdańsk. Najśmieszniejsze jest w tym wszystkim to, że dzisiaj większość mediów trąbi, że można sobie w internecie na polskie stronie rozkład sprawdzić! Ile ludzi wejdzie przez to na minę? Nie, nie, nie mogę. Po prostu ręce opadają!!!

Ekstra jest też to, że wszystkie pociągi TLK, czyli de facto od 13 grudnia także wszystkie pospieszne, mają podane jakieś ceny przejazdu z kosmosu, uwzględniające miejscówkę, której podobno ma nie być. W niektórych relacjach łączonych oznacza to, że zapłacilibyśmy nawet o 30 złotych więcej niż dotychczas. Burdel do kwadratu.

A propos drugiego cytatu ze strony PKP. Zbudowany na stronie db.de rozkład jazdy polskich kolei nie różni się prawie niczym w stosunku do tego polskiego, z tym, że zawiera wiele pociągów, których w Polsce panowie nie wpisali. Jezu, co za PORAŻKA !!!

Przy czym oczywiście nie da się sprawdzić rozkładu na polskiej stronie w jednym okienku: "rozkład jazdy". Trzeba kliknąć w osobne "nowy rozkład jazdy". Jeśli ktoś wyjeżdża przed 13 , a wraca po 13, to ma problem. Ale to jest problem pasażera, a nie kolei, więc czym tu się przejmować...

I jeszcze na koniec, ku ogólnej wesołości zapraszam do przeczytania TEGO
Na dzisiaj dość, bo zwymiotuję.

piątek, 27 listopada 2009

Nowy rozkład, czyli kolejowa kupa

Wiele się ostatnio na ukochanej kolei działo, a ja milczę jak zaklęty. I bynajmniej nie chodzi o święto kolejarzy.
Nocy z 19 na 20 listopada nie przespałem prawie, bo oto w swojej dobroci największa kolejowa spółka PKP Intercity postanowiła uraczyć swych pasażerów nowym rozkładem jazdy. Najciekawsze nowiny:
1. PKP IC nie będzie już swoimi pociągami woziła ludzi w Bieszczady. Ani w normalne dni, ani w sezonie.
2. Ta sama cudowna firma podtrzymuje to co stało się w wrześniu: pociągiem dalekobieżnym nie dojedziemy do Zamościa, ani nigdzie indziej na Roztocze. Tutaj taka mała dygresja: samorząd Zamościa machnął rękę na pociągi, które dowoziły latem do Zamościa i w okolice dziesiątki tysięcy turystów. A co tam (tu dygresja numer dwa: niektórzy są skazani na życiową klęskę inni do tej klęski świadomie dążą - to takie polskie...)
3. Cudowne wagony z lat 70-tych z lokomotywami-równolatkami nie pojadą już także do Kłodzka i Kudowy. Zatem Góry Stołowe także zostają bez pociągów dalekobieżnych, podobnie z resztą jak rejon Węglińca i Zgorzelca.

Trzeba tu jedną rzecz podkreślić: stan torowisk na trzech wspomnianych liniach, a zwłaszcza linii w Bieszczady jest zły. Mimo to w ciągu 4 ostatnich lat byłem tam 3 krotnie i za każdym razem wagony były przynajmniej w 80% pełne, a było i tak, że jechałem kilkadziesiąt kilometrów na korytarzu. Ale PKP się nie opłaca. Nawet w sezonie...

Bieszczadzki pociąg w kwietniu 2007. Jeszcze przez dwa tygodnie można go sobie sfotografować.


Dalej: Nowa polityka jakości stworzona przez "brandmanagerów" PKP IC zakładała zastąpienie marki "pospieszne" marką TLK i to rzeczywiście się dokona. Różnice między starą a nową nazwą? Na tą chwilę (za dwa tygodnie wchodzi nowy rozkład) nie są do końca znane, po za tym, że w klasie pierwszej będzie sobie można zarezerwować miejsce siedzące, ale nie trzeba będzie (bardzo interesujące rozwiązanie, które pozwoli na przykład sprzedać 60 osobom bilety z miejscówką na 1 klasę i 60 osobom bilety bez miejscówki, a ci drudzy będą mogli pojechać sobie na korytarzu w pierwszej klasie). Aha... no i nowe malowanie wagonów będzie podobno, ale na to bym nie liczył, bo kolei zajmie przemalowywanie z 10 lat, a do tego czasu pewnie ktoś już jakieś "nowsze i ładniejsze" wymyśli. No chyba, że nowa farba w założeniu ma zakonserwować te truposze wagony. O cenach obowiązujących w TLK na razie nie wiemy nic. Ale co tam. W sumie pasażerowie i tak od dawna traktują kolej tak jak ona ich.

Nowej marce TLK (Tanie Linie Kolejowe) warto poświęcić kilka zdań.
Sam pomysł, aby zastępować nazwę, która w Polsce istnieje od 100 lat, marką TLK istniejącą do tej pory w szczątkowej formie jest kuriozalny z wielu powodów. Po pierwsze - wprowadzi to burdel w głowach zwłaszcza starszych pasażerów (chociaż nie tylko, czemu sprzyja genialna polityka informacyjna kolejarzy = wciąż zero informacji na dworcach; w pociągach, jedynie prasa coś przebąkuje), ciekawie będzie też na dworcach, w zapowiedziach i na peronach. Podpowiem, że na tablicach klapkowych, czy to na peronach, czy w budynkach, ustawienie literek TLK nie tyle przechodzi możliwości kolejarzy, ile zdolności techniczne archaicznego sprzętu. Będzie burdel murowany. Już w tej chwili, kiedy do Słupska przyjeżdża TLK Pobrzeże, to na peronach wyświetla się nazwa IC!

Ekspresów, też ma nie być zgodnie z zapowiedziami PKP IC. Te lepsze z ex. mają stać się InterCity, gorsze zdegradowane do TLK. Ale niestety, tak się nie stanie. No bo kolei brakuje wagonów, które mogłyby standard InterCity utrzymać. Tak będzie z ekspresem Słupia, który ciągle jeszcze ekspresem będzie (to też ciekawostka, bo częstokroć wagony, które są w jego składzie mogłyby co najwyżej być w składzie pociągu Biedak, Żebrak, albo... Późny Gierek?). No a ponadto dojdą jeszcze sezonowe pociągi ekspresowe. Czyli tak na prawdę będzie po staremu.

Wniosek jest taki: zamiast dwóch marek, które miały stanowić nową, ujednoliconą ofertę w przewozach kolejowych międzywojewódzkich, nadal będą trzy (plus InterRegio Przewozów Regionalnych) Podobno ekspresy mają odejść w niepamięć do końca przyszłego roku, ale kto ich tam wie.

Swoją drogą kolejny znakomity kierunek działań pikejpi: zamiast utrwalonej w głowach klientów nazwy ekspres, będzie teraz ekspres inter city, czyli skrócik EIC. Proste nie? I jest cudownie: zamiast nowej jakości mamy nowe nazwy. Brawo, brawo!

Co się tyczy kolejowych zmian na Pomorzu: tak jak pisałem wcześniej pospieszne (od 13 grudnia już TLK) znowu pojadą do Słupska, a nawet dalej, bo do Gdyni. Nawet dla PKP IC debilizm puszczenia obu pociągów do Kołobrzegu stał się zbyt widoczny, by go dalej maskować. Co ciekawe, oba pociągi pojadą o chyba 45 minut wolniej na odcinku Poznań - Słupsk (a przynajmniej Słowiniec) niż jeżdżący tu obecnie stary i telepiący się skład EN57, kursujący na InterRegio. Czyli mamy samo dobro... A co do Interegio, to będzie kursował tylko w piątki i niedziele i w dosyć niefajnych godzinach, bo do Słupska dojedzie po 23. Wyjazd ze Słupska bez zmian. Dla mnie to oznacza tylko tyle, że w wracając z Bydgoszczy musiałbym czekać prawie godzinę na przesiadkę (i to tylko w dwa dni tygodnia). Oczywiście mogę się przesiąść na z osobówki Bydgoszcz - Piła na żółwia Słowińca, ale ta przyjemność będzie mnie kosztowała tyle ile dwa autobusy do Bydgoszczy i z powrotem, dlatego może mnie kolej cmoknąć w okolicę czarnej dziury. No bo żadnej zniżki od kilometra przy przesiadce z osobowego na pospieszny nie mam, jak było jeszcze przed rokiem. Super. Klient nasz pan. A pan pojedzie sobie autobusem.

Aaa... byłbym zapomniał. Pociągi TLK (czyli do 13 grudnia pospieszne + nieliczne istniejące teraz TLK i kilka ekspresów) nie będą już nosić nazw, np. Słowiniec, Gwarek, Piast, Kordecki (który omijał Częstochowę...) itd. Zasyfione składy nazywane imionami wielkich Polaków, czy regionów geograficznych do tej pory niepomiernie mnie śmieszyły, ale w końcu ludzie się do nich przyzwyczaili i jakoś to szło. Takie rzeczy ułatwiają z resztą łatwą identyfikację pociągów (nie bez powodu autobusowe linie podmiejskie dostają numery, a w innym, cywilizowanym świecie linie kolei miejskiej oznaczane są kolorami). Teraz Słowiniec będzie miał bardzo łatwy do zapamiętania numerek: 35108. Pozostawię to bez komentarza... Chociaż w sumie ma to jakiś sens w dobie cięcia pociągów i ich relacji. Unikniemy sytuacji ze wspomnianym Kordeckim , czy np. ze Słowińcem, który omijał Wybrzeże Słowińskie, czy z Bieszczadami, które o ile pamiętam, kończyły w Przemyślu.

Chyba jednak największą katastrofą mającego nadejść rozkładu jest pociąg, który teraz nazywa się Ustronie, a wkrótce będzie to po prostu TLK miliardpięćsetstodziewięćset. Otóż ten nocny pociąg łączący Kołobrzeg z Warszawą i Krakowem przez Słupsk, Trójmiasto, pojedzie teraz przez Bydgoszcz, co wydłuży czas podróży ze Słupska do Warszawy do ok. 10 godzin. I tak będzie w obie strony (do tej pory 7). Korzystając z możliwości zwracam się wobec powyższego do PKP IC o utrzymanie nazwy dla tego pociągu oraz wnioskuję jej zmianę z "Ustronie" na "Masochista" albo "Pomysłowy Dobromir". Po prostu nie wiem, kto zdecyduje się na taką podróż, skoro relacja przez Bydgoszcz jest do tego jeszcze droższa niż krótsza przez Działdowo, Malbork. Szczerze gratuluję pomysłodawcom. Dla przypomnienia: autobus do Warszawy jedzie niewiele ponad 7 godzin i kosztuje już w tej chwili mniej niż pociąg. A jak jeszcze sobie przypomnę te wspaniałe noce spędzone na korytarzu wagonu w "rzeźni" za którą uchodzi Ustronie, to nic, tylko wybrać podróż koleją..., Na prawdę, bez komentarza...

Ale żeby nie było, że tylko brud, syf i ubóstwo, to należy dodać, że na tym spleśniałym torcie są jednak przeterminowane, bo przeterminowane, ale jednak owoce. Na szybko:

Na trasie Szczecin - Gdańsk przybędzie pociąg InterRegio, czyli tania alternatywa dla pociągów uruchamianych przez PKP IC (lub PIC, jak się już gdzieniegdzie pisze), w dodatku prawdopodobnie nie będzie to kurs uruchamiany na starych złomiastych elektryczkach, ale na wagonach i lokomotywie. Ptaszki ćwierkają, że wkrótce skład ten pociągnie bardzo nowoczesna lokomotywa Traxx, ale poczekamy jeszcze na to. Ponadto zakończyła się modernizacja torów w pobliżu Łobza i dzięki niej pociągi jeżdżą już na całym odcinku (szkoda, że jednotorowym) między Szczecinem a Gdynią dość szybko, czyli prawie tak szybko jak 15 lat temu jedyne na tej trasie ekspresy. Bosko.

Trzeba oddać sprawiedliwość planistom z PKP IC: Pomorze Środkowe sporo połączeń zyska latem. Dojdzie jeden ekspres, którego dotąd nie było (Jantar), do Łeby i Ustki będą po dwa pociągi.

Na koniec dodam jeszcze, że na stronie pkp.pl nadal nie można sprawdzić w wyszukiwarce połączeń rozkładu, który zacznie obowiązywać od połowy grudnia. Można go natomiast znaleźć na stronie niemieckich kolei www.db.de Tę paranoję przerabiamy już od kilku lat.

A w najbliższym odcinku...
O tym, jak to mało nie zabiłem się podczas podróży autobusem kolejowej komunikacji zastępczej...
O remoncie pod Tczewem i wesołym spóźnieniu...

czwartek, 12 listopada 2009

12. XI. Dla kogo w ogóle jest w Polsce kolej?



Oto pytanie miesiąca: dla kogo jest w Polsce kolej? Zadaję je sobie i Wam drodzy czytelnicy, bo mam poważne wątpliwości co do tego, czy kolej w tym dziwnym kraju funkcjonuje dla ludzi. Słowa te tyczą się w pierwszym rzędzie mojej ulubionej spółeczki PKP Intercity, która pierwszy krok w kierunku pomnożenia moich wątpliwości zrobiła prawie rok temu, potem we wrześniu tnąc podobno niedochodowe połączenia, a teraz...

No właśnie... co teraz? Nie wiadomo tak na prawdę, gdyż firmy kłócą się o pieniądze i w tym wszystkim zapomniały chyba o tym, że za miesiąc zmienia się rozkład jazdy pociągów i wypadałoby ujawnić coś niecoś pasażerom. No ale w sumie po co: czego Ci pasażerowie chcą w ogóle!

Dobra, teraz bez żartów, bo nie wiem jak się z tego śmiać. Śmierdzący kiblanymi szczynami moloch o nazwie PKP, który za swoje usługi każe sobie płacić krocie zapominając, że w tym kraju są również drogi i lotniska, ten nadymany twór z przerostem urzędników i brudnego niesprawnego taboru ma za nic swoich nielicznych już chlebodawców i nie ujawnia z premedytacją rozkładu jazdy swoich składów, ponieważ w swej mądrości uznał, że byłoby to nie fair powiedzieć ludziom, czy będą mieli czym pojechać na święta, ferie, sylwestra. Wszędzie w normalnym świecie usługi są dla ludzi, popyt, podaż itd, istnieje możliwość zoptymalizowania produktu, wreszcie uzgadnia się z klientem poziom usług, dostosowując je do jego potrzeb. Wszystkie te zasady są polskim kolejarzom obce. Co roku jest tak samo: fora internetowe pękają w szwach, bo każdy chce wiedzieć jak pojedzie jego pociąg i czy pojedzie w ogóle.

A jest tak jak np. ze Gwarkiem: do czerwca kursował w relacji Słupsk - Katowice, potem w sezonie Ustka - Katowice, od września kursuje Katowice - Kołobrzeg, a od grudnia prawdopodobnie pojedzie w relacji Katowice - Gdynia przez Słupska. Prawda, że to piękne? Cztery różne relacje jednego pociągu w ciągu roku!!! To jest możliwe tylko w Polsce. UUUUU jeeeeeee !

Pragnę tylko przypomnieć Wam drodzy nieliczni czytelnicy, że rozkład jazdy kolei w pewnym cywilizowanym państwie na południe od Polski, nie mówiąc już o Austrii, Niemczech, Szwajcarii (nie wiem po co to piszę), dawno jest znany pasażerom (można sprawdzić na stronie niemieckich kolei) i istnieją możliwości jego korekty. W Polsce jest tak, że możliwość dokonania zmian w rozkładzie będzie. Ale k..... w marcu przyszłego roku!

Więc jedyne co pewne to te spieprzone godziny odjazdów, liczne postoje, zbyt krótkie składy, obcięcie wielu relacji: to na pewno będzie. Jak zwykle.

To jest naprawdę niesamowite: ludzie; zazwyczaj miłośnicy kolei, muszą grzebać w rozkładach, podkradać jakieś papiery, nagabywać litościwych kolejarzy, żeby cokolwiek im powiedzieli. Nosz k...... ! Robią to min. po to, aby przekazywać dane zwykłym ludziom, żeby mieli w jakiś sposób możliwość przygotowania się do zmian, bo na obronę wielu połączeń i tak jest już za późno, po za tym pkp jak będzie chciało to i tak potnie co się podoba. Co więcej: z owoców pracy tych niestrudzonych szperaczy korzystają często dziennikarze, dla których jest to jedyne źródło informacji, bo kolej nic nikomu nie mówi. Uwierzcie mi: wiem co mówię.

Z przecieków: Gwarek i Słowiniec przez Słupsk do Gdyni (czy są szansę, że coś pojedzie do Ustki w sezonie w związku z tym? - wątpliwe, bo pewnie te nabite ludźmi wagony to za mało, może jakby jechali po dachach to PKP IC by się zastanowiło) i podobno wylatuje jedna para pospiesznych na linii Szczecin - Tczew, a w to miejsce wchodzi InterRegio Albatros (podobno nawet na wagonach, a nie na EZT, co jest nieczęstym zjawiskiem). Z ciekawostek: Z Gdańska przez Gdynię ma jeździć w piątki i soboty pociąg Arrivy PCC (czyli wkrótce jako Deutsche Bahn, bo DB kupiło PCC, jeśli dobrze się orientuję) do Bydgoszczy. Ma być szybko, wygodnie i tanio. Co do wygody: na tej linii ma jeździć duński szynobus typu MR, który jest wyśmiewany przez niektórych kolejarzy i miłośników kolei bo ma prawie 30 lat. Tylko, że PKP PR w swoim taborze nie ma nic podobnie wygodnego, jeśli chodzi o pociągi regionalne. Wiem, bo jechałem.

Jak tak sobie spaceruję po forach internetowych, to da się zauważyć tu i ówdzie sygnały nawołujące do bojkotu pociągów PKP IC. Ja myślę, że bojkot nie jest potrzebny, bo ludzie nie są głupi i sami ich coraz śmieszniejszą ofertę oleją. Szkoda, że pewnie odbędzie się to ze stratą dla kolei w ogóle. Od roku jest coraz gorzej, a będzie jeszcze gorzej. Wpływy z biletów im spadną, więc dalej będą szukać pozornych oszczędności tnąc czego jeszcze nie pocięli. Tak źle jeszcze z koleją w Polandzie nie było.

poniedziałek, 9 listopada 2009

8 listopada. Nie pojechałem pociągiem i jestem szczęśliwy

Mam za sobą weekend bez PKP. Od 1 listopada nie mam już zniżki studenckiej na przejazdy koleją, a że liczę każdy grosz jak każdy szanujący się obywatel tego państwa, porównałem ceny przejazdów na trasie Słupsk - Bydgoszcz.

Autobus w zależności od firmy obsługującej połączenie - od 29 (PKS Zamość) do 39 złotych (PKS Słupsk, przez Bytów). Czas przejazdu max. 4 godziny.

Najszybsze połączenie kolejowe: PKP Intercity - 50 złotych, 4 godziny i chyba 20 minut z jedną przesiadką w Gdyni (tylko 4 minuty na przesiadkę, więc znając dobrze możliwości naszej kolei może do niej wcale nie dojść).

Jeśli nie daj Boże pojedziemy tą samą relacją przez Trójmiasto, ale z opcją mieszaną PKP IC/ SKM, to już wyjdzie nam ponad 5 godzin (powrót do Słupska przeszło 6 godzin, bo tory na odcinku Bydgoszcz - Tczew w kierunku na północ są w stanie śmierci technicznej i tu nie ma się z czego śmiać, bo kiedyś dojść może tu do tragedii) no i oczywiście drożej też będzie, bo bilety osobnych firm choć tego samego pnia (PKP) się nie sumują. Im dłużej, tym drożej: jakie to logiczne...

Są jeszcze dwie opcje: IR do Piły i dalej osobowy: 5,30 minut (z powrotem szybciej, bo chyba 4,40), 37 złociszy, albo same osobówki przez Miastko, Szczecinek, Piłę: dwie przesiadki, 30-paroletni tabor, czas: 4,40. I 27 złotych. Paradoksalnie tylko ta ostatnia opcja ma jeszcze jakiś sens ze względu na niezłą cenę. To generalnie jedyna tego połączenia zaleta (może jeszcze znośny czas, ale co w tym znośnego, skoro to i tak 40 minut więcej niż autobusem?)

Wniosek: na tej trasie, gdzie w niedzielę i piątki trudno wejść do autobusu, pkp nie stanowi dla tychże żadnej konkurencji. A mogłoby.

W ostatni weekend właśnie skorzystałem z usług PKSów. Autobusy pachnące i czyste. Puszczają filmy. Jest ciepło. Porównując warunki podróży z koleją: nie ma czego porównywać. Nie lubię jeździć autobusami, ale kolej nie specjalnie chce o mnie walczyć.

Kiedyś jeździłem np. pospiesznym Gwarek i w Pile przesiadałem się na osobówkę. Cena tego była stosunkowo niska i przy przesiadce ceny się kumulowały. Było dłużej niż autobusem, ale wygodniej. Ale później ktoś wymyślił, żeby osobówki i pospieszne zostały rozdarte między dwie spółeczki i za to samo połączenie płaciłem już znacznie więcej. Później w ogóle Gwarek przestał jeździć do Słupska, a zanosi się na to, że zniknie w Polsce pociąg pospieszny jako kategoria pociągu całkowicie! W wykonaniu bandy z PKP IC nie wróży to nic dobrego. Nie wiem z resztą czy może być gorzej niż jest, bo takiego dna kolej nie osiągnęła w Polsce jeszcze nigdy.

Na koniec parę ciekawostek znalezionych w internecie:

To raz: http://usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.misc.kolej&tid=1479836&MID=%3Chcsg07%24j8q%241%40news.interia.pl%3E

Polecam osobom o mocnych nerwach. Bardzo mądre i fajne.

To dwa:

http://www.youtube.com/watch?v=mgUTNaBd0eM

To wspomnienia z wakacji pasażera kolei. Ja mam podobne, ale napiszę o tym może następnym razem, bo zaraz puszczę pawia.

Na koniec fotka z peronu w przepięknej miejscowości na Mazurach: Olecko. Jeszcze latem jechałem tym pociągiem do Olsztyna i dalej do Słupska (rel. Suwałki - Wrocław) (frekwencja bardzo dobra). Teraz podobno ma już nie jeździć. Wcale się nie zdziwię.

środa, 4 listopada 2009

29 października i kilka trupiarskich przemyśleń

29 października - oczekuję na dziewczynę na dworcu w Słupsku, która zmierza tu bolidem IR. Że nie ma się co spieszyć to wiedziałem od dawna, bowiem tak jak pisałem wcześniej, ta żółto-niebieska torpeda i tak rozpędzając się do 100 km/h balansuje na skraju lotu w kosmos (dla pasażerów w jedną stronę). A te 100 km/h to i tak za mało, aby zmieścić się w rozkładzie. No ale wchodzę na stację i słyszę z megafonu że przyjeżdża planowo, tak przynajmniej zapowiedział miły i tradycyjnie mylący się głos. Informacja... i cisza. Nic nie widać, nic nie słychać. Po 10 minutach ludzie oczekujący na wysiadających z pociągu "troszkę" się zdenerwowali, bo na dworze było jakieś -1 stopnia. Zaczęli dzwonić do pasażerów i okazało się, że pociąg niedawno dopiero wyjechał ze Sławna...

Ostatecznie IR wleciał na stację przeszło 15 minut spóźniony (ja sobie tak próbuje przypomnieć, ile z pociągów, którymi ostatnio jechałem się nie spóźniło i wychodzi, że od czerwca to mniej-więcej jakieś 10 na 40, czyli 25%). Frekwencja - wszystkie miejsca siedzące zajęte. A to dopiero trzy dni do Święta zmarłych, dwa dni do weekendu (cały czas podkreślam te ilości pasażerów, bo pamiętam słowa betonu z PKP IC, że ludzi mało jeździ i się nie opłaca puszczać pospiesznego "Słowiniec" do Słupska. Teraz kończy w Kołobrzegu i wozi na odcinku Szczecinek - Kołobrzeg głównie powietrze).

I jeszcze garść informacji z kraju:

PKP wciąż nie wie jak pojadą jej pociągi, mimo, że nowy rozkład wchodzi już za miesiąc. I nie wiadomo kiedy będzie wiadomo, z czego cieszą się zwłaszcza Ci, którzy planują gdzieś podróż koleją. To taki ukłon w stronę chlebodawcy. Rozkłady wszystkich kolei europejskich, które będą obowiązywały od grudnia, już dawno można obejrzeć na stronie internetowej niemieckich kolei, ale..., no właśnie: EUROPEJSKICH KOLEI. A nie takich, które za wzór biorą sobie żelazne drogi z Bangladeszu.

Z informacji, które tu i ówdzie przeciekają wychodzi, że od grudnia żaden pociąg pospieszny nie pojedzie już w Bieszczady. Od września bez kolei jest Roztocze z Zamościem. Nie wiem jakich słów będę musiał użyć wobec pomysłodawców tej idei, jeśli okaże się, że do Zagórza i Sanoka nic...

Takie zdjęcie zrobiłem w maju 2007. Skład był pełny po brzegi. Likwidacja połączeń jest dla dobra pasażerów!

poniedziałek, 2 listopada 2009

15 - 18 października. Wielka podróż z PKP (czyli wesoło nie jest)

15 października: Tak się złożyło, że tego dnia musiałem ruszyć dupsko i z Gdańska Oliwy do Bydgoszczy i dalej do Wrocławia jakoś przejechać, po czym jakoś powoli wracać do pięknego miasta nad rzeką Słupią (o którym jakiś ślepiec kiedyś powiedział, że jest Paryżem Północy, później zaś w ferworze walki o podniesienie (dosłownie!) jego rangi nazwał je "Miastem Wieżyczek" - jezuuu...) via Bydgoszcz.

Gwoli ścisłości: w Gdańsku odwiedziłem akurat targi kolejowe Trako 2009. Zwiedzający mogli min. obejrzeć lokomotywy i wagony, które na polskich torach pojawią się dopiero wtedy, kiedy zużyją się u naszych zachodnich bądź południowych sąsiadów.

Przyszłość kolei w Polsce?


Z luksusów wróciłem do szarej rzeczywistości, czyli dworca Gdańsk Oliwa. Wrażenia zapachowe i wizualne takie same jak na większości dworców w Polsce, więc co ja się będę tutaj rozpisywał. Każdy i tak to zna. Fajnie, że udało mi się kupić bilet, bo pani kasjerka akurat nie miała drobnych, więc teoretycznie mogło mi się to nie udać.

O dziwo podróż odbyła się bez większych zakłóceń. Pociąg odjechał o czasie (18:04 chyba) i dojechał na miejsce o czasie. Ciepło i nawet woda w kiblu była (a zdarzały mi się już takie przypadki, że od początkowej stacji nie było). Pan kolejarz nawet stacje zapowiadał i to chyba z kartki, bo nie plątał się w wypowiedziach tak jak to zwykle bywa. Tak mi się ta podróż spodobała, że zapomniałem o prawdziwym obliczu polskiego syfu, o przepraszam, polskich kolei.

16 października: Gdzieś pomiędzy godziną 11 a 12 czekam na pociąg pospieszny Mieszko na dworcu w Bydgoszczy. O której godzinie dokładnie to było nie wiem. Jakie to ma z resztą znaczenie, skoro inną godzinę podają w internecie, inną na dworcu, a pociąg i tak przyjechał spóźniony 10 minut, chociaż podawali, że spóźni się minut 5. Ostatecznie odjechał z 15 minutową obsuwą. Yeah! To lubię!

W Poznaniu przesiadka z "Mieszka" na "Krakowiankę" i jedziemy do Wrocławia. Dla niezorientowanych: "Krakowianka" to był jeszcze niedawno jeden z flagowych pociągów spółki PKP Przewozy Regionalne, od czasu kiedy pospieszne przejęło PKP IC z tym pociągiem i jego składem jest coraz gorzej. Ale żeby nie było, że PKP PR dobre, a PKP IC złe, to napiszę, że już za czasów tego pierwszego molocha wagony po przeprowadzonej niedawno modernizacji za unijną kasę jeździły oblepione brudem, którego nikt nie zmywał.

Do rzeczy. Pociąg odjeżdża parę minut spóźniony, w środku ludzie z biletami na 1 klasę , którzy i tak jadą w drugiej, ponieważ w składzie jest tylko jedna jedynka. Pani konduktorka po prostu odpowiada ludziom, żeby jechali w 2, a ona im wypisze na bilecie, że w bilecie na 1 miejsc nie było. Pewnie, niech się uczą, że w Polsce 1 to tylko taka fenaberia, która nie gwarantuje ani miejsca, ani lepszego komfortu jazdy. Niech jeżdżą dwójką, a jak się nie podoba, to mogą autobusem, pieszo, albo furmanką.
W kilku wagonach nie ma wody. W moim między innymi. Pięknie, k....., pięknie.

17 października

Powrót z Wrocławia i wizyta na kolejowym dworcu na długo pozostaną mi w pamięci. Nie, wcale mnie to nie zdziwiło, że pani w kasie traktowała mnie, czyli klienta, jak intruza, ponieważ zdążyłem się już do tego przyzwyczaić. W sumie i tak nieźle było, bo po 10 minutach udało mi się w końcu wybłagać informację o cenie biletów na interesujące mnie kombinację połączeń. Czego się dowiedziałem? Że bilet na pociąg pospieszny do Poznania i dalej InterRegio do Torunia i stamtąd osobówka do Bydgoszczy (czyli jakieś 70% trasy tak naprawdę zwykłym pociągiem osobowym), jest znacznie droższy niż bilet na pociąg pospieszny do Bydgoszczy z jedną przesiadką w Poznaniu. Czyli jest tak: jedziesz dłużej, w gorszych warunkach = płacisz więcej, czyli kwintesencja polskich kolei. A dzieje się tak od momentu przejęcia pospiesznych przez PKP IC. Spółeczki nie potrafią się ze sobą dogadać i przestały stosować bonifikaty od kilometra. Jest to jedno z działań mających sprawić, że pasażerowie tłumnie zaczną korzystać z szerokiej oferty polskich kolei.

Wybrałem opcję pospieszną, z tym, że czekała mnie prawie trzygodzinna przerwa w jeździe na dworcu w Poznaniu. Zanim to jednak się stało trzeba było wsiąść w pociąg rel. Przemyśl - Szczecin i próbować znaleźć wolne miejsce. Nie udało mi się to jednak, bo przedziały były pozajmowane często w 100%, a jeśli tak nawet nie było, to próby przebudzenia śpiącej gdzie i jak się da gawiedzi były bezskuteczne. W normalnym kraju na pociągi nocne albo sprzedaje się miejscówki, albo chodzi po pociągu konduktor, który znajduje pasażerom miejsca siedzące. Mi się to nie udało, więc kilka godzin do Poznania spędziłem w pomieszczeniu po usuniętej toalecie przy korytarzu. Chłód z nieszczelnych drzwi i okien bardzo umilił mi podróż. Reakcje konduktora: brak.

Kilka godzin w poczekalni na dworcu w Poznaniu, który od lat ma być przebudowany, ale nic z tego nie wychodzi (bądźmy dobrej myśli). Ptaki srają na ludzi i generalnie jest wesoło. Poczekalnia, to tak naprawdę KFC. Ale nikt się nie czepia, kiedy skonany zasypiam na stole.

I jeszcze pociąg do Bydgoszczy (relacja do Gdyni, chyba z Wrocławia). Oczywiście spóźniony, oczywiście zapowiadają, że wjeżdża dużo wcześniej niż wjechał i oczywiście tablice peronowe kłamią, że to tylko 5 minut po czasie. Było 10. Na szczęście na ten dzień wrażeń już dość. Stanowcze "dość" też z mojej strony.

18 października: Powrót do Słupska z Bydzi. Ryzykuję i znowu pociągiem, bo o 10 złotych taniej niż autobusem (z resztą w niedzielę i tak czasem brakuje już w nim miejsc). Znowu osobówka do Bydgoszczy i IR dalej do Słupska. Chciałem skorzystać z usług kasy PKP PR, która to obsługuje te połączenia, ale kasy te i tak były zamknięte. Może to i lepiej, bo w kasie PKP IC bilety kupiłem w 40 sekund, a nie tak jak ostatnio w 10 minut (patrz poprzedni wpis).

Odjazd kibla (EN57) z Bydgoszczy opóźniony, bo tradycyjnie czeka na przyjazd jakiegoś innego pociągu. W efekcie w Pile 5 minut po czasie. Znowu policzyłem sobie pasażerów Słowińca, który jeszcze kilka miesięcy temu jeździł do Słupska, a teraz kończy w Kołobrzegu. Na 7 wagonów ok. 90 pasażerów, czyli lepiej niż tydzień wcześniej, ale i tak dwa razy gorzej niż wtedy kiedy jeździł do Słupska. Na dworcu w Pile ktoś otworzył całkiem przyjemną knajpkę i w końcu można w ludzkich warunkach poczekać na pociąg. Brawo dla tego pana!

Znowu obserwowałem makabryczne sceny w pociągu osobowym. rel. Koszalin - Poznań. Jak widać, mimo, że jeden EZT (dla niezorientowanych: trójwagonowy elektryczny pociąg) tydzień wcześniej ledwo pomieścił wszystkich chętnych tydzień wcześniej, PKP PR postanowiła uraczyć swoich pasażerów po raz kolejny porcją wrażeń made in pikejpi. Ludzie nie mieścili się w pociągu i konieczna była łaska kolejarzy, którzy otworzyli dla nich przedział służbowy. Ale niewiele to zmieniło, bo kierownik pociągu dzwonił już gdzieś do wyższych funfli, że on nie da rady już zabierać pasażerów po drodze i że sprawdzanie biletów nie możliwe. Ludzie oczekujący na inne pociągi patrzyli na te sceny z zażenowaniem. Ale to jeszcze nic przy jakimś miejscowym kolejarzu, który powiedział, że bilety powinno się sprzedawać na miejsca siedzące, a reszta niech jeździ albo innymi pociągami, albo autobusem. Spodziewam się niestety, że taka postawa pokutuje w większej części kolejarskiego środowiska.

Poniżej zdjęcie owego cudu.



W IR ledwo znalazłem miejsce siedzące, a parę osób stało. Do Słupska (niedziela) dojeżdża ok. 100 pasażerów, czyli frekwencja świetna, jak na końcową stację. Pociąg oczywiscie spóźniony 15 minut już w Pile, a do Słupska już 20, bo tak jak pisałem już wcześniej, stare jednostki EN 57 (czasy Gomułki) nie dają sobie rady z rozkładem jak dla ekspresów.

Dobra, na dziś dość. Wkrótce coś dopiszę.

11 październik 2009 - parę rzeczy z dzienniczka

Tak jak pisałem, pomysł dziennika kolejowego (chociaż będzie on dość nieregularnie się ukazywał), powstał już jakiś czas temu. Szkoda, żeby pewne smaczki się zmarnowały, dlatego...

11 października 2009

Zamiast skorzystać z usług PKS, po raz kolejny próbuję zaryzykować kupno biletu kolejowego na pociąg relacji Bydgoszcz - Słupsk. Konkretnie (jak pokazuje internetowa wyszukiwarka połączeń) są to dwa pociągi, a więc jedna przesiadka. Najpierw pociąg osobowy z Bydgoszczy do Piły, potem zaś osławione InterRegio z Piły do Słupska (rel. Poznań - Słupsk). Postanowiłem kupić bilet w kasie PKP Przewozy Regionalne, gdyż to właśnie pociągami tej firmy będę podróżował. W sumie wybór logiczny, bo (o ja głupi!) wydawało mi się, ze w tej kasie kupię bilet najszybciej i bez problemu. Szybko zorientowałem się, że zadanie sprzedaży biletu jest dla pani w kasie tak samo oczywiste jak filozofia Kanta. Już z samą przesiadką był problem (pani nie wiedziała jak wbić to w komputer), a gdy okazało się, że to jeszcze "jakiś" InterRegio (prawie pół roku po utworzeniu marki przez PKP PR) weszliśmy już w krąg paranoi. Po 5 minutach ekipa w składzie dwie kasjerki zdołała mi sprzedać bilet, ale... niestety zły. IR wg pań w kasie miał jechać przez Słosinko. Kolejne parę minut i miałem upragniony bilet! Jest!, tak!, oto on!

W Pile poczyniłem pewną ciekawą obserwację (mając 40 minut na przesiadkę). Jak wiadomo niektórym, od 1 września 2009 r. PKP Intercity (drugi człon nazwy mający kojarzyć firmę z podobną marką istniejącą na zachodzie to rzecz jasna taki żart marketingowców, natomiast pierwsze trzy litery to jest właściwa nazwa, mająca uzasadnić długą na polskich torach tradycję zamykania i cięcia kolejowych połączeń) zmieniało trasy przejazdów pociągu "Gwarek" na Katowice - Kołobrzeg z istniejącego do tej pory Katowice - Słupsk i "Słowińca" Przemyśl - Kołobrzeg z istniejącego do końca sierpnia Przemyśl - Słupsk. Tym samym pociąg ten przestał obsługiwać dwa 100. tysięczne miasta (Koszalin, Słupsk), za to obsługuje prawie martwy poza sezonem Kołobrzeg, podobnie jak kilka innych pociągów pospiesznych. Podobno skrócenie było dlatego, że od Słupska do Białogardu (via Koszalin) mało kto tym jeździł (a to ciekawe, bo zawsze jak jeździłem, to często gęsto w Koszalinie nie było już gdzie usiąść). No. W każdym razie w 7 wagonowym składzie Słowińca doliczyłem się 80-paru osób, podczas gdy np w lutym 2009 był taki moment, że jeszcze do Szczecinka stałem na korytarzu. Wobec tego chciałem serdecznie pogratulować PKP IC doskonałego posunięcia marketingowego.

Obok zdjęcie pasażerów wysiadających ze Słowińca i puste przedziały.



Nawiasem mówiąc; chodzą słuchy, że "Słowiniec" ma znowu dojeżdżać do Słupska, a nawet do Gdyni (czyżby nawet PKP zrozumiało swój błąd?). Bardzo jestem ciekawy tego karkołomnego pomysłu, który zakłada, że mieszkańcy Trójmiasta do Wielkopolski, na Śląsk i do Małopolski będą jeździć przez Pomorze Środkowe. A może nie będą jeździć i problem dla PKP sam się rozwiąże?

Druga obserwacja z Piły: pociąg osobowy Koszalin - Poznań. Ludzie ledwo mieszczą się w środku. Upchani jak bydło. Za tydzień będzie jeszcze lepiej, ale o tym później.

Wracając do tematu: IR w końcu się doczekałem (tylko parę minut opóźnienia), w środku (niedziela) wszystkie miejsca siedzące zajęte i tak było w zasadzie do Koszalina. Komfort podróży żenujący (ale ponoć dzień wcześniej było jeszcze lepiej, bo jak powiedział mi kolega z pracy EN 57 miał coś nie tak z podwoziem i w środku ludzie byli miotani jak świnie jadące na ubój), przy czym oczywiście pociąg nie daję sobie rady z wyśrubowanym rozkładem jazdy (co potwierdził mi jeden ze znajomych, który ma jakieś tam kontakty z kolejarzami) i spóźnił się 5 minut na stację końcową, gdzie też opuściłem to jestestwo. Spóźnia się z resztą prawie codziennie.

Na początek


Jakiś czas temu wpadłem na pomysł stworzenia dziennika pasażera kolei. Zdaję sobie sprawę, że podróżowanie pociągiem to w tym kraju zajęcie dla poszukujących mocnych wrażeń, ale: tak właśnie, dla mnie to wciąż podstawowy środek transportu (chociaż zbliża się jego kres, co pokazują wszystkie znaki na niebie i ziemi). Konkretnie na pomysł ten wpadłem w pociągu pospiesznym "Krakowianka", kilka kilometrów za stacją Poznań Główny. Uznałem, że brak wody w kiblu tym razem przelał czarę goryczy. Czara owa napełniała się przez miesiące ostatnie różnymi, wiele ciekawszymi przypadkami z życia pasażera i uznałem w końcu, że nie może się to tak marnować.

Zapraszam też innych do wyżywania się i do dyskusji. Myślę, że w Polsce jest wielu podobnych do mnie frustratów, którzy podobnie jak ja skazani są na korzystanie z usług kolei i rozpaczliwie szukają wyjścia z tej sytuacji. Ten blog jest także dla Was!
(Dla pasażerów osobówek relacji Bydgoszcz - Piła i Piła - Szczecinek specjalne nagrody w postaci rolki kolejowego papieru do tyłka - żart oczywiście).

No i jeszcze na koniec proszę, aby nie zaliczać mnie do grona tzw. "Miłośników Kolei", bo choć żywię wielki szacunek dla Tych pasjonatów, już chyba jej miłośnikiem żelaznych dróg nie jestem.

Zaczynamy