Dlaczego jeszcze raz chce mi się narzekać, krytykować i wyśmiewać? Bo wydaje mi się, że łagodne głosy krytyki nie mają już sensu. Abstrahując od tego, że we wspaniałej Republice Balanu wiele jest instytucji które nie tyle wymagają programowej naprawy, co wrypania się rozpędzonym buldożerem w całą ich strukturę, pozwolę sobie na zanudzenie Was kilkoma kolejowymi tematami (swoją drogą marzy mi się poprowadzenie bloga jeszcze na temat ZUSu i NFZ - które zajmują zaszczytne miejsce wśród naczelnych krajowych instytucji zaufania publicznego, ale czasu tyle nie mam).
Tytułem wstępu trochę o pojęciu racjonalizacji i optymalizacji kosztów: w Słupsku, miejscu mojego narodzenia, "racjonalizacja" 40 lat temu wyglądała tak, że w okolicach mojej uczelni ktoś sprytny tak zbudował system odprowadzania ścieków, że na dużym jego fragmencie zastosowano rury o profilu mniejszym niż należało to zrobić. Nazwano to racjonalizacją, albo optymalizacją wydatków. Skutek jest taki, że nawet przejeżdżając autem w tamtych okolicach trzeba okna zamykać, wentylacje przestawiać na tryb mielenia powietrza w aucie, bo nie daj Boże zassie i szybę treścią żołądkowa zalejesz, tak ładnie pachnie. A to grozi już wypadkiem.
I tak mi się skojarzyła ta historia z pomysłem kolejnej już "optymalizacji" połączeń, jaką nasz najukochańszy przewoźnik kolejowy PKP Intercity zaplanował od 8 marca roku bieżącego. To nie tak, żeby inni byli mniej kochani, ale order buraka tym razem ląduje w łapach PKP IC. Dlaczego?
Spółka PKP Intercity w roku 2013, tak jak i w kolejnych latach, wspaniałą, gigantyczną STRATĘ. Mimo dotacji od państwa, za zeszły rok to tylko...110 milionów złotych. Piszę "tylko", bo nastroje w PKP Intercity niespecjalnie się pogorszyły, o czym świadczy wypowiedź Marcina Celejewskiego, członka zarządu PKP IC dla portalu Rynek Kolejowy:
"Odpływ pasażerów, choć martwi, nie jest dla nas zaskoczeniem. Pamiętajmy, że odbudowa zaufania do kolei to proces, który jest możliwi dzięki systemowym zmianom realizowanym we wszystkich spółkach Grupy PKP". Ech... Chusteczka na pocieszenie już przygotowana. Chłopaki z PKP IC (i pozostałych spółek pkp) - nie martwcie się, wygląda na to, że bez względu na to czy będziecie mieli 110 milionów straty, czy 210, czy więcej jeszcze, państwo i tak da Wam dotacje. Bo państwo, wciąż Wam ufa pompując w was grube miliony. Jedni ufają, drudzy nie, tak to już w życiu jest. No, nie martwcie się już, dobrze że chociaż zaskoczeni nie jesteście. Systemowe zmiany na szczęście już nadchodzą. I to we wszystkich grupach na raz! Przybądź kraino mlekiem i miodem płynąca!
I jak dobrze, że środek zaradczy już wynaleziony! Chłopaki łzy otarli, pogadali, herbaty się z cukrem napili, glukoza skoczyła. Jest. Wymyślili. Eureka. Trudna decyzja jednak to była. Dura Lex, sed lex... No i w eter z początkiem roku poszło info od niezastąpionych marketingowców, że owszem, strata jest, ale remedium też już jest. Od 8 marca potniemy 10% połączeń i będzie gitarka...
Dziwicie się zasępieniu nad losem płaczących członków zarządu, że PKP Intercity tak późno zareagowało na taki cios (wprawdzie zaskoczenia nie ma...), jak niezrozumiały i niczym niewytłumaczalny odpływ pasażerów? O nie, oni myśleli o tym już dużo wcześniej. Min. likwidując od 1 stycznia ofertę max 26 (26 procentowa zniżka dla osób niebędących studentami) i wycofując ofertę Last Minute (spora zniżka na przejazd pociągami EIC w przypadku wolnych miejsc na pół godziny przed odjazdem). Ktoś z Was pewnie zakrzyknie, że tak ubogiej oferty promocyjnej nie ma żadna kolej w Polsce (biję się w pierś - zjeździłem trochę Europy - wiem co piszę) i że likwidacja jakiejkolwiek oferty to strzał w stopę. Ale nie. PKP IC wie lepiej. IC wie też, że świetnie zorganizowana akcja promocyjna dla pociągów Pendolino za grrrrubą kasę, które w trasę wyjadą 15 miesięcy po tej akcji to wyborna inwestycja. Zwróci się, oj zwróci...
Oferty, bardzo fajne, będące wspomnieniem po ludziach którzy mieli ochotę rozruszać i uatrakcyjnić polską kolej zniknęły razem z topniejącym śniegiem na ultrahipernowoczesnych pendolino stojących na bocznicy w Warszawie i czekających na wyjazd na wlokącą się latami modernizacje linii Gdańsk - Warszawa (o PKP PLK nadzorującą tę i inne inwestycje później...) Kto z Was, drodzy czytelnicy, wiedział, że osoby do 26 roku życia miały zniżkę 26% w pociągach? Kto z Was wie, że za 74 złote można jeździć po Polsce przez cały weekend? Nikt? 10%? Za to pendolino w TV widział każdy. Ulotki, sztuczne ognie, baloniki..
Tak, tak, marketing to podstawa...
Tak więc, nie ma opcji, likwidować trzeba, pracę eksploatacyjną ciąć. Frekwencja mała, ludzie nie jeżdżą - remedium znaleziono. Po co reklamować, ceny obniżać, promocje organizować. Nie stać Was na przejazd ze Słupska za 62 złote (z przesiadką w Stargardzie jeszcze drożej i dłużej) w ciągu 5 godzin do Poznania, albo za 40 zeciszy do Gdańska? No jak to... przecież to wyborna cena za tę usługę... Przejazd wagonem z lat 80-tych z wadliwym ogrzewaniem, bez klimatyzacji - nie zapłacicie? Na serio wolicie jechać autem za połowę ceny z blablacar lub carpoolingiem i szybciej o godzinę? Na serio tańszy klimatyzowany autobus z wifi jest lepszy? PKP Intercity wie lepiej jak umilić podróż. A jak nie, to łaski bez. Dotacja od państwa i tak będzie...
A teraz na serio: plany likwidacji prawie 10% połączeń od 8 marca to tragedia. Przez 4 dni w tygodniu mieszkańcy Pomorza Środkowego wydostaną się ze stolicy Wielkopolski najpóźniej o godzinie 14:45 i to z przesiadką (TLK Słowiniec pojedzie tylko 3 dni w tygodniu). Kolej (nie tylko IC) przez lata olewało sobie pasażerów nie dbając o nich, zmieniając co pół roku siatkę połączeń (genialnie przyczynił się do tego zarządca infrastruktury - PKP PLK), likwidując i reanimując co kilka miesięcy połączenia. Pieniądze, jakie płaci się za przejazd to kwoty tak dalece niewspółmierne do komfortu i czasów przejazdu, że to odklejenie od rzeczywistości w ogóle trudno sobie wyobrazić ludziom od marketingu i handlu, którzy poważnie traktują swój zawód i pracują w normalnych firmach...
"Kolej jest jak system naczyń połączonych" - powtarzam tylko to, co mówią na ten temat eksperci, za którego się nie uważam: jeśli odciąć rzekę (główne linie) od strumieni, rzeka straci wodę (pasażerów). Dalsza likwidacja połączeń kolejowych w tym kraju nosi znamiona sabotowania tego środka transportu i tak należy to oceniać. Dzięki takim posunięciom idę o dobre wegetariańskie żarełko, że w przyszłym roku PKP IC znów poinformuje z żalem, że "cios, cios straszliwy..." Odpływ pasażerów, zyski nie takie, spółka na giełdę wejść nie może... Ale dobrze przynajmniej, że zaskoczenia nie będzie, chłopaki i dziewczyny z PKP IC już się przygotowują, strachu nie będzie...
Miało być jeszcze słów parę o PKP PLK, ale jadu już tyle wylałem, że hoho, więc tylko o tym jeszcze jak to w sukurs pasażerom wyszła inna kolejowa firemka, o nazwie TK Telekom, znana z tego, że dzięki niej odbywa się sprawdzanie 90% połączeń kolejowych przez internet w TYM dobrze Wam znanym miejscu. Idąc na fali wybitnych poczynań siostrzanych spółek, TK Telekom wyłączyło opcję sprawdzania cen biletów. Gdybyście nie wiedzieli, z oficjalnego komunikatu TK Telekom wynika, że zrobili to dla Waszego dobra! (za rynek.kolejowy.pl):
"Po przeprowadzeniu analizy wyciągnęliśmy wniosek, że najlepszym i najbardziej komfortowym dla pasażerów rozwiązaniem będzie całkowite wyłączenie modułu cenowego w internetowym rozkładzie jazdy i odesłanie do stron internetowym przewoźników". W imieniu pasażerów, dziękuję!
Problemem było to, że system nie podawał cen promocyjnych, które na niektórych odcinkach są w rzeczywistości niższe od tego co pokazywał system. Obowiązują one może na 5% tras w Polsce i rzeczywiście należało tak zbudować system, aby ceny promocyjne (np. w ofertach Bilet Relacyjny) pokazywane były w poprawnych wartościach. To przerosło jednak możliwości TK Telekom. Za jednym zamachem postanowiono zlikwidować też moduł kilometrowy, także to ile kilometrów przejedziecie, będzie dla Was niespodzianką (jedną z wielu, które dopadną Was zapewne w przepastnym wagonie tego czy owego przewoźnika). Jak wobec tego teraz sprawdzimy ceny biletów? Są dwie opcje: a) przejść na stronę przewoźnika i dowiedzieć się jaka jest cena (na stronie PKP IC nie do zrobienia w czasie nocnych przerw technicznych, chyba że znamy odległość i trasę, wówczas możemy sobie pogrzebać w tabelach - dla osoby niezorientowanej niemal niewykonalne) b) w wypadku przesiadek na pociągi różnych spółek trzeba zestawić ceny z różnych stron internetowych i je do siebie dodać. Prawda, że proste?...
W imieniu pasażerów dziękuję! Enjoy Your ŻURNEJ.
Powrót w wielkim stylu!
OdpowiedzUsuńDziękuję.
Usuń